Haja Alegria Haja Casal Garcia
Gdzie radość – tam Casal Garcia. Każdy, kto pił najbardziej na świecie znane Vinho Verde wie, że to nie tylko chwyt, nie tylko marketingowa, wieloletnia praca, nie tylko udane wysiłki agencji reklamy, czy działu promocji Quinta da Aveleda. Owszem, to zmyślny plan – stworzyć wino, które pokocha cały świat, ale sztuką jest wprowadzić ten plan w życie i na dodatek nie uczynić kompromisu niekorzystnego dla jakości wina produkowanego w naprawdę dużych ilościach (8,5 mln butelek).
Owszem, wino jest promowane od lat i promocja chwyciła, ale bez minimum jakości ten sukces byłby tylko powtórką z innych kampanii dobrze znanych z polskiej telewizji, kiedy koncerny reklamując swoje “wina” omijają prawo nie nazywając swojego produktu winem. A może jest w tym głębszy sens! Może te produkty po prostu winem nie są, dlatego nie nazywa się ich w reklamach winem i jest to pokora niemal franciszkańska albo chociaż Rejowska “poćciwość”. Podoba mi się ta koncepcja, ponieważ wówczas nie musimy dyskutować o “tych” produktach, kiedy wywiązuje się jakaś rozmowa o winach. Po prostu nie ma tematu… Wracając do podmiotu naszych rozważań niepoważnych: Casal Garcia winem jest i to jest najważniejsze.
Historia tego najlepiej sprzedającego się na świecie Vinho Verde sięga jeszcze czasów przedwojennych. Podobno wszystko się zaczęło w 1939 roku podczas swojej podróży do Porto, francuski enolog Eugène Hélisse zatrzymał się w winiarni Quinta da Aveleda w Penafiel (nota bene w tym samym miejscu istnieje do dziś). Już z pociągu zwrócił uwagę na winnice, ponieważ panował tam ład i porządek – zupełnie inne zwyczaje niż w pozostałych gospodarstwach regionu. Poprosił o rozmowę z ówczesnym właścicielem Roberto Guedesem i zaproponował mu współpracę. Obiecał, że potrafi zdecydowanie poprawić sposoby winifikacji win w Quinta da Aveleda. I tak się też stało: Eugène Hélisse przede wszystkim odrzucił beczkowanie win, kazał im dojrzewać w szklanych butelkach, co dało piorunujący efekt. Wina były niemal przezroczyste, bardzo lekkie, subtelnie owocowe i bardzo smaczne.
Pewnego razu prezentując wina, chciał przetrzeć butelkę z kurzu, a że użył do tego chusteczki z koronki, ślad po koronce został na butelce. Tak powstała etykieta, która dobrze kojarzy się chyba wszystkim pijącym wino na świecie.
Nazwę Casal Garcia zawdzięcza gospodarstwu, z którego pochodziły owoce przeznaczone do jego produkcji.
Z czasem wino osiągało coraz większą popularność. Już w latach 60-tych było marką rozpoznawalną w wielu krajach świata, także poza Europą. Swoją popularność wino zawdzięczało w dużej mierze konsumentkom – kobiety doceniały lekkość wina, niską zawartość alkoholu i kalorii. W latach 80-tych Portugalia stała się na dodatek miejscem bardzo chętnie odwiedzanym przez turystów z krajów północnych. Modę na Casal Garcia wzmogła jeszcze popularność tego wina w Wielkiej Brytanii.
Na początku XXI wieku Casal Garcia Vinho Verde zyskało „towarzystwo”. W ramach tej samej marki powstało wino różowe i czerwone. Różowe to także Vinho Verde, apelacja pozwala robić tego typu wina, jednak czerwone jest już sygnowane DOC Douro. Obecnie są jeszcze wina musujące (sparkling espumante Vinho Verde) różowe i białe, a do tego kupić można klasyczne Casal Garcia w pakietach – sześciopak składający się z mini-buteleczek. Marketingowa bomba po raz kolejny. Zamiast puszki czy butelki piwa – propozycja na imprezę w plenerze na przykład. Miejmy nadzieję, że firma nie posunie się do tego, by CC wypuścić w puszkach, jak to uczynili niektórzy producenci prostych prosecco. I to nie dlatego, że jesteśmy tak konserwatywni, ale może dlatego, że “zagrywka” z butelką z podbarwionego na niebiesko szkła, podoba się wszystkim i niech tak zostanie. Sprawia, że nam świeżo już kiedy patrzymy na to wino. Kiedy je otworzymy, okazuje się lekkie, smaczne, bardzo orzeźwiające, limonkowe i szczypiące, proste acz rzetelne. Dlatego podpisujemy się obiema rękami pod hasłem reklamowym, które od lat 90-tych w tej samej formie widnieje na każdym kartonie wina: Haja alegria haja Casal Garcia.